KULCZYK MOZAMBIJSKI - " serinus mozambicus "
zd_mozambik8a.jpg


Rząd: wróblowate
Rodzina: łuszczaki

Ptaki te żyją w Afryce na południe od Sahary z wyjątkiem Somali, dorzecza Konga i dużej części Namibii. Kilka odmian kulczyka mozambijskiego zamieszkuje stepy i sawanny Afryki, dlatego też łuszczaki szczególnie dobrze czują się w środowisku bogatym w bujną, gęstą roślinność.
Kulczyki mozambijskie są z natury bardzo ruchliwe a w większych grupach bywają niezmiernie agresywne, przy czym agresywność ich objawia się znacznie częściej w niewoli niż w środowisku naturalnym. Na wolności mają większą swobodę ruchu i nie toczą tak zaciętych walk jak w ciasnych klatkach lub nawet w większych wolierach, które jednak nie są na tyle duże, aby nie czuły się zagrożone przez inne, przebywające razem z nimi ptaki z tego gatunku kulczyków. Tak więc w niewoli zagęszczony teren, żywą lub suchą roślinnością , sprzyja tym ptakom - choćby dlatego, że trudno im toczyć walki uganiając się wzajemnie za sobą.
W warunkach domowych agresywność cechuje zarówno samicę jak i samca. Podkreślić jednak należy, iż samica przygotowująca się do lęgów bywa często tak pobudliwa, że potrafi nawet zabić samca!, jeśli oba ptaki znajdują się w mało przestronnej, ciasnej klatce.
Mozambiki są nader pożądane w hodowlach, ze względu na ich śpiew, ubarwienie, zachowanie i łatwość przystępowania do lęgów.
Jeżeli jednak nie przygotuje się im w odpowiedni sposób miejsca do życia w niewoli, ptaki szybko tracą wartość w oczach hodowcy, nie zdającego sobie sprawy, że każdemu gatunkowi ptaków należy stworzyć odpowiednie środowisko do zasiedlania ich w warunkach domowych.Przetrzymywane w nieodpowiednio przygotowanych pomieszczeniach mogą człowieka szybko zniechęcić do posiadania tego rzędu ptaków, nie wspominając już o ich hodowli w naszych warunkach. Z tej przyczyny zdarza się niejednokrotnie, że posiadacz owych łuszczaków szybko pozbywa się ptaków, z którymi nie umie sobie poradzić. A to dlatego, że brakuje mu odpowiedniego przygotowania i wiedzy o warunkach koniecznych dla niektórych kłopotliwych i trudnych łuszczaków.
Najczęściej ptaki te pozyskiwane są przez miłośników pięknego, donośnego śpiewu, łagodzącego dni pełne trosk i smutków, w jakie obfituje nasze życie. U większości właścicieli pojedynczych sztuk tego łuszczaka – mam tu głównie na myśli samce – ptaki te dosłownie śpiewająco wytrzymują nawet nie najlepiej stworzone warunki w małych klatkach.


ChARAKTERYSTYKA

Samice mozambika można bez większego problemu gołym okiem odróżnić od samca. Często jednakże miałem okazję spotykać osoby, które nie dawały sobie rady z odróżnieniem płci tych łuszczaków i nie dostrzegały żadnej różnicy między ptakami obu płci. I samiec i samica mają identyczną żółtą barwę. Rozpościera się ona począwszy od szyi przez podbrzusze i kończy u nasady ogona. Kuper jest żółty, a u niektórych osobników i wolne miejsca na policzkach i nad dziobem również są żółte z cytrynową poświatą. Reszta ciała jest w kolorze oliwki (w różnych odcieniach mniej lub bardziej żywej zieleni).Rysunek samca i samicy jest – jak wspomniałem wyżej – ten sam, z tą wszakże różnicą, że mozambicka pani nosi na piersi bardzo dobrze widoczne korale. Nie ma więc mowy o pomyłce!
Samiczki mozambijskie śpiewają dość czynnie, ale odróżnienie śpiewu samca od śpiewu samicy nie przedstawia najmniejszego problemu. U niektórych z moich zestawionych par samice nigdy nie zademonstrowały swojej zdolności do śpiewu i nie miałem możności posłuchać, jak sobie z tym zadaniem radzą. Ale zdarzały się też samice, które w śpiewie dorównywały samcowi. Gdy nadchodził okres lęgów automatycznie zaprzestawały śpiewu, znosiły jajka, wysiadywały je, a nowo narodzone pisklęta czynie karmiły.
Śpiew samca jest piękny i niezmiernie donośny. Swymi zwrotkami i zmianami przypomina śpiew kulczyka szarego, lecz śpiew mazambika jest bezsprzecznie mocniejszy, silniejszy i stanowczo głośny. W małym pomieszczeniu domowym a nawet w dość obszernej ptaszarni nie sposób słuchać śpiewu tego ptaka. W zamkniętym pomieszczeniu donośność jego głosu pozbawia nas przyjemności słuchania. Cała zwrotka śpiewu odbija się od ścian nie dając nam możliwości na wsłuchanie się w śpiew mozambijskiego Mistrza. Wrażenie to możemy porównać na przykład z występem orkiestry dętej, która zagrałaby w niewielkim pokoju.
Jednakże usłyszeć ten śpiew na zewnątrz – w wolnej przestrzeni – to niczym raj w dosłownym tego słowa znaczeniu. W przeszłości zdarzało mi się spotkać mozambiki, których śpiew był słaby, przerywany, mało efektowny, w niczym nie przypominający prawdziwego śpiewu tego łuszczaka. Śpiew, którego zwrotki pozbawione były wszelkich kombinacji głosowych. Inne, znane mi mozambiki miały śpiew jednokierunkowy, gdy kończył się jego ostatni dzwonek, wraz z nim kończyła się cała zwrotka, powtarzana od początku do końca w ten sam sposób, aż do znudzenia… Przykład: odchowane młode mozambiki odłączałem od bractwa tak, aby nie mogły naśladować, nauczyć się, czy jak kto woli – chwycić swojego rodzimego śpiewu. Umieszczałem te ptaki w towarzystwie kulczyka szarego, gila meksykańskiego i kulczyka żółtobrzuchego (Serinus flaviventris) Po zakończonej nauce śpiewu – o dziwo – każdy mozambik śpiewał inaczej, a czasami śpiew ich nie przypominał w ogóle dźwięków tego gatunku. Niektóre spośród tych ptaków miały śpiew miły dla ucha, ale zarzucały go, kiedy zasłyszały prawdziwy śpiew swojego własnego gatunku.
A zatem takie cechy ptaki te dziedziczą w 100% po swojej rodzinie i trudno im narzucić własny sposób nauki śpiewu innych ptaków.
Powracając do gatunku nominalnego tego łuszczaka muszę stwierdzić, że ptaki tego samego gatunku kulczyka mazambijskiego są zróżnicowane pod względem rozmiarów. Spotykałem więc, a także gościłem w moich włościach, ptaki różnej wielkości i kształtu, choć należały do tego samego gatunku (serinus mozambicus), Niektóre z nich osiągały do 13 cm długości ciała i miały kształt pociągły, długi, o glizdowatej sylwetce. Ptaki te były znaczniej bardziej ruchliwe niż pozostałe. Pod względem kolorystycznym szata miała odcień ciemnej żółci bez dodatku koloru cytrynowego. Śpiew ich był milszy dla ucha, a więc tego mozambika stawiałbym na pierwszym miejscu w porównaniu z pozostałymi. Inne spośród nich miały długość ciała sięgającą do 10,5 cm, a sylwetką przypominały bardziej kanarka bordera – miniaturę. Kolor był zdecydowanie silnie cytrynowy, samiczki zaś były jaśniejsze od samców. Ich śpiew ciągnął się zawsze w jednym kierunku, ukończony zaczynał się od pocztku. Te kulczyki były najgłośniejsze.

WYMAGANIA

Ptaki te są bardziej odporne niż ich bliski kuzyn, kulczyk szary, i bardzo łatwe w utrzymaniu. Można je przetrzymywać dla samego śpiewu w pojedynczych klatkach średniej wielkości lub też w klatkach wystawowych. Samcom nie sprawia to szczególnej różnicy, czują się równie dobrze w małych jak i w dużych klatkach. Zasadnicza różnica oraz konflikt powstaje dopiero wówczas, gdy w takiej klatce znajdą się razem samiec i samica. Takie próby zawsze: wcześniej czy później, a najczęściej, gdy nadejdzie pora lęgów, doprowadzają do śmierci jednego z ptaków. Trzymanie w dużych wolierach jest dozwolone, pod warunkiem, że przebywają tam jeszcze inne ptaki z rodziny wróblowatych. Można wówczas bez ryzyka wpuścić do takiej woliery kilka samic i samców. Czasem znajdzie się pośród nich awanturniczy osobnik, który nie poprzestanie na zaczepianiu innych ptaków i samej walce. Należy wtedy takiego osobnika odłączyć od pozostałych. Jeżeli okaże się, że jest to samiec, można mieć nieomal pewność, że w przyszłości nie będzie się nadawał do połączenia w parę z samicą!
Mozambiki, jak wszystkie ptaki pochodzące z ciepłych klimatów, bardzo lubią ciepło. Pomieszczenia nie ogrzewane, w których temperatura ulega wahaniom, a nawet spada do 15 st.C są absolutnie nieodpowiednie! Ptaki chorują, mało śpiewają i najczęściej zapadają na kokcydia (mogą być nimi zarażone już wcześniej), albo też mają zaburzenia trawienne z powodu zakażenia bakteriami z rodzaju Campylobakter. Zasadniczo rzadko można spotkać kulczyka, który nie wytrzymuje lub źle znosi pobyt w naszych domach czy ptaszarniach. Ale spotkałem w życiu wiele ptaków, które na pozór i pierwszy rzut oka wyglądały dość dobrze i nie wywoływały u właściciela podejrzeń, że ptak mógłby być chory. Niestety po dokładniejszych oględzinach okazywało się w większości przypadków, iż kulczyki miały powiększoną wątrobę oraz zapalenie jelit, objawiające się najczęściej biegunką. W takim wypadku schorzenie sygnalizuje w upierzenie ptaka, gdyż jego zmiany są widoczne: brak jednolitości w gładkości piór, pióra bywają pomarszczone lub w ogóle brak ich w niektórych częściach ciała, szata jest matowa, bez połysku.
Tak więc ptaki te czują się najlepiej w pomieszczeniach, w których temperatura sięga nawet do 35 st.C i posiada odpowiednią wilgotność powietrza. Dobra rada dla posiadaczy tego gatunku kulczyka mozambijskiego: jeżeli temperatura pomieszczenia wynosi do 22 st.C. najlepiej umieścić ptakowi (w klatce, w wolierze) żarówkę, choćby 15 -watową. Ptaki będą się wtedy mogły dogrzewać, jeżeli ciepłota ich ciała spadnie poniżej ich wymagań.


ŁĄCZENIE W PARY

Jest to sprawa niezmiernie trudna i pracochłonna. Najłatwiej byłoby wpuścić kilka ptaków do woliery, poznakować je i czekać w spokoju z założonymi rękami na dobre efekty. Niestety! Ta możliwość odpada całkowicie i w ogóle nie należy brać jej pod uwagę ,ze względu na awanturnicze usposobienie tego gatunku ptaków. Samodzielnie skojarzona, dobrana parka kulczyka mozambijskiego to chyba najlepszy rodzynek i smakołyk dla hodowców. Mozambiki skojarzone przez człowieka niechętnie łączą się w pary, a zestawione pary są bardziej postrzegane przez człowieka niż przez same ptaki .Z czego takie pary są nie zawsze zgrane ze sobą, co widać potem przy wychowie młodych piskląt . Nawet jeżeli ptaki się złączą, nie zawsze dochodzi do udanych lęgów. Właśnie w okresie kiedy samica chcę gniazdować, można zauważyć, że ptaki sobie nie odpowiadają. Zdarzyć się zatem może, że gdy przyjdzie pora i samica uwije gniazdo, nagle przestanie jej się podobać partner, z którym przebywała już dłuższy okres czasu (kilka miesięcy). Wtedy staje się nadpobudliwa w takim stopniu, że gdy dochodzi do walki ( a samice zazwyczaj przewyższają samce pod tym względem) samiec ginie w potyczce. Odwrotnie ma się sprawa, gdy to samcowi samica nie spodoba się przy pierwszej randce. Następne dopuszczanie tych ptaków niczego nie zmieni. Warto więc mieć parę, w której samiec z samicą szanują się wzajemnie, nie czyniąc sobie większej krzywdy, to już 85% sukcesu. Pozostałe 15% to udane lęgi i zdolności oraz instynkt samicy przy wychowie młodych. Raz złączona para pozostaje już ze sobą przez cały czas, nawet, gdy lęgi się już skończyły. Ptaki te mogą siedzieć razem – nie powinno się ich nigdy rozdzielać.
W zasadzie nie ma większej różnicy, czy ptaki łączymy w wieku młodzieńczym, czy już dojrzałym. Dla przykładu: samiec czteromiesięczny może zapłodnić swoją partnerkę a jajka z tego skojarzenia będą zalężone. Dowodzi to, że ptaki szybko dojrzewają. Podobnie wygląda sprawa z samicą, ale dokonywałem tych prób, gdy samica miała nie mniej niż sześć miesięcy.
Większość osób, które mają na celu rozmnożenie tych ptaków, nigdy nie osiąga dobrych rezultatów i szybko rezygnuje z hodowli. Wiem to z własnego doświadczenia, gdy swego czasu miałem około dwudziestu ptaków i w żaden sposób nie mogłem sobie dać rady z ich odpowiednim sparowanie-złączeniem. Zawsze dochodziło między nimi do krwawych bójek , przy czym niejeden z nich został zabity przez drugiego. Trudno zauważyć, czym się te ptaki sugerują, że wywierają na siebie wzajemnie taki zły wpływ, jak gdyby się nienawidziły lub były z zupełnie różnych gatunków. Przy wyłapywaniu ptaków najczęściej zostawało mi w ręku sporo piór. Wtedy jeszcze dziwowałem się, dlaczego tak się dzieje? Nie mogłem pojąć, dlaczego? Teraz mogę odpowiedzieć na to pytanie: Jeśli ptaki były pobudliwe, wzajemnie na siebie zdenerwowane, a ja w tym właśnie momencie łapałem jednego do ręki, ptak nadal zachowywał się agresywnie i potrafił nawet dziobać mnie po rękach. W tak stresowej sytuacji sam gubił pióra. Takie próby kojarzenia kulczyków mozambijskich trwały u mnie dość długo, nie przynosząc większych efektów. Straciłem kilka samic i samców w bójkach i potyczkach. Pozostałe ptaki upłynniłem, nie chcąc już mieć z nimi nic wspólnego. Po około siedmiu latach nie mogłem się jednak pogodzić z tą myślą, a ptaki te pociągały mnie tym bardziej... Teraz, kiedy już wiem, co począć i jak skojarzyć owe łuszczaki, często wspominam ten zły okres. Dziś, gdy dowiaduję się, jak inni hodowcy pozbywają się tych ptaków, popełniając takie same błędy jak dawniej ja sam, wiem już, że najważniejszą wartością jest wiedza, wytrwałość i zaufanie do samego siebie

POKARM

Żywienie kulczyka mozmabijskiego nie różni się niczym od pokarmów dostarczanych kulczykowi z tej rodziny łuszczaków. Zatem ich menu jest identyczne. Dla przypomnienia: nasiona, zawierające tłuszcze i węglowodany (nasiona chwastów, włośnica, ber, różnego rodzaju prosa od senegalskiego po złote złociste i białe). Z pokarmów miękkich powinniśmy ptakom podawać owoce (jagody, jabłka i inne), odpowiednio przyrządzony pokarm jajeczny, zieleninę (liść babki lancetowej, liść mniszka pospolitego- łodygi z kwiatami gwiazdnicy pospolitej). Można również podawać świeże gałązki i pąkami lub kwiatami do skubania. Kulczyki bardzo chętnie zajmują się skubaniem, dostarcza to im rozrest to, co najczęściej kupują w sklepach zoologicznych. Firmy, które sporządzają takie mieszanki, zazwyczaj sypią w skład kilkanaście rodzajów ziaren.
Dokładniej omówię tą kwestię przy najbliższej okazji.
Teraz podam tylko, czego nie powinniśmy w ogóle podawać kulczykowi mozambijskiemu:
-rzepiku
-rzepiku
-rzepaku
-lnu
-konopie tylko w bardzo małych ilościach.
Pokarmy te szkodzą ptakom, które zapadają po nich na zapalenie żołądka i jelit.

Mam nadzieję, że te krótkie wywody na temat kulczyka mozambijskiego wyjaśnią
niektóre wątpliwości i zachęcą niezdecydowanych jeszcze przyszłych
właścicieli i hodowców do bliższego zajęcia się tym interesującym
skrzydlatym śpiewakiem.



Więcej zdjęć gatunku tego ptaka znajdziecie w galerii zdjęć






Wszystkie informacje,które są zawarte w tym artykule, są oparte na moich doświadczeniach, błędach hodowlanych, i umiejętnościach jakie sobie przypisuje z szereg długich lat mojej hodowli. Są one faktami, popartymi doświadczeniami, z ptakami egzotycznymi.Jednak nikt, nie będzie na tyle mądrym człowiekiem, aby być najmądrzejszym na tym naszym świecie, dlatego zawsze może pojawić się z biegiem czasu nowy fakt,nowszy od poprzedniego,lepszy i dogodniejszy dla innych młodych,rozwijających się hodowców,małej i dużej egzotyki. O podobnych nowinkach, poprawkach, i sprostowaniach postaram się państwa zawsze informować na bieżąco,jak tylko będę mógł.


Opracowanie, zdjęcia
Skład i Forma graficzna
Wardenga Jacek


Objęte ochroną prawa autorskiego. Żadna część artykułu nie może być kopiowana w całości lub części, transmitowana elektronicznie lub w inny sposób, modyfikowana, linkowana lub wykorzystana bez uprzedniej pisemnej zgody autora.



     Ragdoll
     Maine Coon
     Egzotyka duża
     Egzotyka mała
     Bastardy
     Odżywianie i pokarmy
     Choroby ptaków
     Inne artykuły
     Moje wspomnienia
     Polecam strony
     Art. Innych autorów
     Ptaki
     Koty
Wpisz słowo aby przeszukać artykuły
Chcesz otrzymywać informacje o nowościach w naszym serwisie? Zapisz się, to nic nie kosztuje
Nazwa:
E-mail:

Strona poświęcona kotom rasy Maine Coon i Ragdoll.
Można również tu znaleźć artykuły na temat papug Żako, Amazonek i Ary.
Mała egzotyka Łuszczaki, Astryldy i inne. Serdecznie zapraszam: Jacek Wardenga.